Jak dobrze pamiętam spór o Joyce w naszych zborzach - azaliż jest ona zwiedzioną czy też nie jest - trwał jakiś czas. Generalnie budziły moje politowanie wysiłki zarówno jej zwolenników, jak i przeciwników. I jedni i drudzy bowiem, patrzyli na… człowieka. I tak, zwolennicy podkreślali jej całą służbę (nauczanie wszak jest tylko dodatkiem do JM Ministries) w myśl po owocach poznacie, przeciwnicy zaś wpatrzeni w tego czy innego pastora, który na JM polował z osinowym kołkiem wołali: bij – zabij demona :] Sytuacja o tyleż zabawna, że postanowiłem zobaczyć ową istotę na żywo- staram się bowiem nie wypowiadać na jakiś temat, jeśli nie zbadam sprawy choćby pobieżnie.
W ten oto sposób pierwszy raz (aż wstyd przyznać) w życiu wyglądałem w warszawskiej Sali Kongresowej. Impreza składała się z dwóch elementów: 1) worship 2) nauczanie
ad 1) – tu aż mi się ciśnie na głos – chwała Najwyższemu, że nie ma u nas czegoś takiego jak Hillsong Warsaw, albo Hillsong Sienna bo bym sie automatem wypisał z Kościoła Zbawionych Dusz. Tak, jestem konserwą i nie uważam, by taka muza kwalifikowała się do, uwaga – uwielbiania Boga! Jakieś rockowe przytupy bez ładu i składu! Nie nadaje się to nawet do słuchania przy jeździe samochodem, ale cóż wszystkie hillsongi brzmią na jedno kopyto. Tak więc, jeżeli słuchasz hillsonga, to wiedz, że nie chcę o tym wiedzieć
ad 2) No i ‘gwiazda wieczoru’ - miała dwa wykłady, pierwszy poświęcony różnicy między relacją z Bogiem, a słyszeniem o Bogu. Bardzo konkret, i bardzo na temat. Choć nie usłyszelibyście nic, czego gdzieś już tam nie słyszeliście. Herezji też nie było
Druga część dotyczyła… no właśnie, czegoś tam o emocjach i zranieniach – generalnie dla kobiet, więc się nie wczuwałem. Ogólnie rzecz biorąc mam wrażenie, że adresatem jej książek są głownie kobiety i nikt nie mnie przekona, że jest inaczej. Rozdawali też za free jej książki, dostałem dwie, może z ciekawości przeczytam. Natomiast Szanownym Czytelnikom już teraz mogę zdradzić, że będą mogli sobie pooglądać Joyce w naszej polskiej telewizyji – tvn, albo inny program z rodziny ITI
No i muszę to przyznać, że ma niesamowitą łatwość w głoszeniu – chyba pierwsza kobieta za kazalnicą, która naprawdę ma obdarowanie w tą stronę
Od strony technicznej cała impreza -> mega szacun, no ale Hosannowcy nie pierwszą taką konferencyję organizowali…
Reasumując, mam nadzieję, że temat wkrótce przycichnie ostatecznie, i ludzie zajmą się bardziej sobą i swoimi problemami. Klimacik zborzowego (i nie tylko) piekiełka jakie sobie nawzajem niektórzy sprawiają jest po prostu duszny. Są tacy co mogą bowiem przez to zmienić Zborze - wtedy pół biedy. Są jednak pewnie i tacy, co na emeryturze odejdą.. jeszcze bardziej.. a może nie? wszak, gdzie dwóch lub trzech…
ஜ۩۞۩ஜ